30 kwietnia 2016

ETAPY TWORZENIA: Portrety z przyborami


MARCYSIABUSH


Portret przedstawiający Marcysiębush z artystyczne-ciekawostki.blogspot.com
Format: A4, papier Daler Rowney Earthbound
Przybory: Kredki Faber-Castell Polychromos, biała kredka Derwent Coloursoft, ołówek Steadtler Mars Lumograph 8B, biała ekolina Talens, biały marker akrylowy Derwent Graphik.
Czas: 10 godz.
Data narysowania: styczeń 2016r.



AUTOPORTRET Z PRZYBORAMI

Autoportret, na podstawie zdjęcia sprzed 2 lat.
Format: A4, papier Daler Rowney Earthbound
Przybory: Kredki Faber-Castell Polychromos, Derwent Coloursoft, ołówek Steadtler Mars Lumograph 8B, biała ekolina Talens.
Czas: 11 godz.
Data narysowania: luty 2016r.






P.S. A już jutro nowa notka C:

1 kwietnia 2016

Faber-Castell Polychromos - recenzja kredek


Kiedy parę lat temu postanowiłam zainwestować w porządny zestaw kredek i, jak to wówczas określiłam, wprowadzić trochę koloru do mojej twórczości, zaczęłam od przeglądnięcia internetowych for, by zapoznać się z opiniami rysowników i dowiedzieć się, które kredki polecają. Najczęściej wymieniane były Prismacolor oraz Faber-Castell Polychromos. Wówczas moją kieszeń nie było stać na duży zestaw żadnej z tych firm, więc postawiłam na zestaw 72 kolorów Derwent Coloursoft, które oceniano na tańszy [o połowę], ale równie dobry substytut stworzonych na bazie wosku Prismacolorów. Moje marzenia o Polychromosach [na bazie oleju] nie znikły, a wręcz przeciwnie, wzmocniły się, gdy widziałam kolejne prace wykonane przy ich pomocy. Szczęśliwie ziściły się, kiedy wygrałam konkurs Debutonu i sklepu plastycznego - otrzymany bon przeznaczyłam częściowo na nagrody w konkursie "Wesoła babuszka" oraz na kupno upragnionych kredek Polychromos ♥ Byłam przeszczęśliwa, ale wstyd się przyznać, gdzieś w głębi serca wiedziałam, że uszczęśliwi mnie dopiero zestaw 120 kredek. Tak... jeśli chodzi o przybory plastyczne, wciąż mi mało... :x Dopiąć swego udało mi się na początku tego roku i muszę przyznać, że miałam masę szczęścia, kupując zestaw 120 kolorów po promocyjnej cenie i jeszcze przed ogólną podwyżką cen produktów Faber-Castell :D
Tyle - przydługim - tytułem wstępu. Czas na konkrety!


Faber-Castell Polychromos


Kredki Faber-Castell Polychromos to seria z imponującą, ponad 100 letnią tradycją! Została stworzona przez firmę Faber-Castell w 1908 roku. Nazwa kredek oznacza "wiele kolorów", i cóż, można powiedzieć, że już wiek temu nie była to nazwa na wyrost: oryginalnie pełna paleta barw obejmowała 60 kolorów, czyli całkiem satysfakcjonującą liczbę!





Na przestrzeni stu lat zmieniono recepturę, wedle której tworzono kredki Polychromos - stało się tak ze względu na dostępne na rynku pigmenty oraz ich producentów. Jednak jak zapewnia firma Faber-Castell, jakość pozostała niezmienna. Podejrzewam, że tylko nieliczni mogą potwierdzić lub zaprzeczyć temu stwierdzeniu, bo z pewnością zestawy nawet sprzed II Wojny Światowej to  białe kruki!


Obecnie kredki są więc tworzone na bazie innych pigmentów, ale podstawą wciąż jest olej [pochodna soi warzywnej]. Całkowita gama kolorów to aż 120 kredek [tak samo bogatą paletą barw mogą pochwalić się nieliczne marki, np. Derwent - seria Artists ma tyle samo kolorów]. Każda kredka to kolorowy wkład o średnicy 3,8mm otulony solidnym drewnem z kalifornijskiego cedru, wielokrotnie lakierowanym. Trzon kredki [17,5cm długości, ok. 8mm średnicy, okrągły przekrój] odzwierciedla jej kolor, co nie tylko ładnie wygląda w opakowaniu [gdy wszystkie kredki tworzą tęczę :D], ale też pomaga w szybkim odnalezieniu pożądanego koloru. Na trzonku znajduje się nazwa firmy, kraj pochodzenia, jakieś znaczki, których nie jestem w stanie rozszyfrować, skrót SV [potem go wyjaśnię], mała miniaturka walczących rycerzy [taka jak na opakowaniu kredek] nazwa serii, koloru w języku niemieckim oraz angielskim, numer koloru oraz wąski, złoty paseczek [taka otoczka to element charakterystyczny wielu kredek oraz ołówków, podobnie oznaczone są przybory Koh-I-Noor, Derwent]. 

Zanim przejdę do części najważniejszej [czyli I JAK SIĘ TYMI KREDKAMI RYSUJE?! :D], jeszcze tylko parę słów na temat etui i gamy kolorów Polychromosów. Bez względu na liczbę kredek w zestawie, każde opakowanie prezentuje się tak samo. Wszystkie komplety [12, 24, 36, 60, 120 kredek] znajdują się w metalowych, ciemnozielonych kasetkach [jest też zestaw 36 kolorów w kartonowym opakowaniu i 120 kolorów w drewnianej kasecie]. Górna pokrywa opakowania ozdobiona jest rysunkiem dwóch pojedynkujących się jeźdźców, czyli motywem charakterystycznym dla tej niemieckiej marki. Widnieją również zdjęcia kredek Polychromos oraz nazwa i logo firmy. Estetycznie, skromnie... a może nawet za skromnie - rysunek, choć bardzo dynamiczny i interesujący, nie przedstawia pełnych możliwości tych kredek. Ale to tylko opakowanie - kredek nie ocenia się po nim, podobnie jak książki po okładce :) Z tyłu mamy wymienione cechy kredek, listę kolorów i parę innych informacji.


Metal, z którego wykonano kasetę, jest wytrzymały. Niestety o ile uwielbiam produkty Koh-I-Noor, w tym kredki z serii Polycolor, to ich opakowania są delikatne i podatne na uszkodzenia, a nawet na gięcie. Tymczasem Faber-Castell zadbał o solidność produktu, kaseta nie ugina się we wszystkie strony, jak opakowania kredek Koh-I-Noor. Również wkładki z przegródkami na kredki [jest ich 3 w zestawie 120 kredek, 2 w zestawie 60] są bardzo dobrze wykonane. Grubszy plastik nie ugina się pod ciężarem przyborów, a dodatkowo jest od dołu podklejony cienką gąbką, by spód wkładki nie uszkodził kredek, np. nie zdarł lakieru z trzonka.


W największym komplecie na krótszych brzegach wkładek są specjalne uszy-gumki, dzięki którym można z obu stron podnieść wkładkę bez obawy o rozsypanie kredek. W zestawie 60 kolorów są wgłębienia we wkładce na kształt uchwytów. Pozostałe, mniejsze zestawy mają wkładki bez uszu, ponieważ nie ma potrzeby ich wyciągania. Waga całości, czyli pudełka i kredek zależy oczywiście od ilości przyborów i wielkości kasetki. Zestaw 36 kolorów jest zgrabny i elegancki, dużo nie waży. Zabiera mniej miejsca i jest lżejszy, niż komplet 36 przyborów Derwenta.

Zestaw 36 kredek
Do każdego kompletu dołączona jest ulotka w formie kilkustronicowej książeczki z informacjami dotyczącymi firmy Faber-Castell oraz informacjami na temat kredek Polychromos, jak również wskazówkami co do ich użycia. W zestawie 120 kredek powinna być też płyta CD z dodatkami, ale ja jej nie dostałam :c

A teraz zaglądnijmy do środka :> Tak zachwycająco prezentuje się rozłożony zestaw 120 kolorów ♥ Aż żal mi było zacząć go używać :D


A tak wygląda użytkowany już zestaw 36 kolorów:



Seria Polychromos obejmuje aż 120 kolorów. To chyba najbardziej rozbudowana gama kolorystyczna, razem z Derwent Artists i Derwent Studio. Każdy z "podstawowych" kolorów [piszę w cudzysłowie, ponieważ podstawowe barwy to cyjan, magenta i żółty, a mam na myśli okrojony zestaw kolorów, jak np. w przypadku małych kompletów: żółty, pomarańczowy, czerwony, różowy, fioletowy, brązowy, niebieski, zielony...] ma około 10 odcieni. Naturalnie w mniejszych zestawach Polychromosów nie ma aż tak bogatego wyboru, liczba odcieni danego koloru jest mniejsza, ale w zestawie 36 kolorów i tak jest całkiem przyzwoita. 

Pełna gama barw: 120 kolorów

Nieukończony [na razie!] fanart Wiedźmina: portret Triss,
wykonany kredkami Polychromos.
W pełnej gamie kolorów jest kilka odcieni cielistych, które nazywają się Light Flesh, Medium Flesh oraz Dark Flesh. O ile dwa pierwsze faktycznie przydały mi się do kolorowania twarzy, to Dark Flesh to nieco cukierkowy róż, nadający się bardziej np. do uszminkowanych ust. Bardziej użyteczny jest natomiast kolor nazwany Cinnamon. Niestety kolorów tych brakuje w zestawach 12, 24 i 36 kolorów, a nawet 60 [tam jest tylko Medium Flesh]... Trochę kiepskie rozwiązanie, tym bardziej, że Polychromosy ciężko dostać na sztuki... :( W mniejszych od 120 kompletach nie ma też kolorów metalicznych [srebrnego, złotego i miedzianego], ale to żadna strata, co wyjaśnię później. Pomimo tak dużej gamy kolorów, brakuje np. chłodnego bladego różu [kolor Pink madder lake jest dla mnie zbyt intensywny, by sklasyfikować go na blady]. Reszta kolorów jest dosyć satysfakcjonująca, kolory są żywe, intensywne, mają odcienie ciepłe i zimne, jasne i ciemne, nawet odcieni szarości jest 12!
Choć przyznam, że niektóre barwy są do siebie trochę zbliżone.
Bardzo zawiodły mnie kolory metaliczne. Najpierw się ucieszyłam, bo mam niby srebrną i złotą kredkę [z serii Faber-Castell Eco], ale nie miałam dotąd miedzianej! Okazało się, że są twardsze niż pozostałe kolory w zestawie, ale nie stanowiłoby to problemu [i tak nie mieszałabym ich z innymi kolorami], gdyby nie fakt, że beznadziejnie rysują. Kolory złoty i miedziany wychodzą szarawe, na gładkim papierze w ogóle słabo je widać, jedynie srebrny daje radę, kiedy mocno dociska się rysik do kartki.

Podsumowując paletę barw: zestaw 120 kredek to komplet dla osób, które będą chciały tworzyć prace o zróżnicowanej gamie kolorystycznej lub takich leni, jak ja, którym nie chce się mieszać kolorów :P xD Tak dużą gamą kolorów można rysować wszystko: samochody, portrety, zwierzęta, martwą naturę, architekturę, pejzaże... co dusza i ręka zapragnie zapragnie :P

 Wzornik kolorów 36 kolorów [niestety zapomniałam o jednym :P Postaram się to uzupełnić!]
W tym miejscu powinnam jeszcze wspomnieć o światłotrwałości tych kredek, czyli odporności kolorów na blaknięcie pod wpływem działania promieni słonecznych lub sztucznego światła. Otóż Polychromosy w większości oznaczone są trzema gwiazdkami, czyli maksymalną światłotrwałością. Jest też trochę kredek o oznaczeniu **, a oznaczenie * mają nieliczne kolory [głównie fiolety]. Niemniej jednak producent zarzeka się, że nawet jednogwiazdkowe wykazują dużą światłotrwałość: Polychromosy są "niedoścignione" w tej kwestii. Gdybyście chcieli sami przekonać się, jak światło działa na wyeksponowane nań rysunki, spójrzcie na tę stronę. Dodatkowo, tu jest wykaz kolorów i oznaczenia światłotrwałości [źródło: blog Lianne Williams]. Dla mnie światłotrwałość nie ma większego znaczenia, gdyż wszystkie swoje prace przechowuję w koszulkach w segregatorze.



Przejdźmy do najważniejszej części, czyli jak rysują sławne Polychromosy! Dla mnie... są to kredki idealne ♥ Dlaczego? Otóż wieloletnie doświadczenie z rysowaniem ołówkami zrodziło we mnie przekonanie, że perfekcyjne kredki powinny być jak ołówki, tyle, że kolorowe. Czyli łatwo wymazujące się, dające się zastrugać do ostrego szpica, dobrze pokrywające pory kartki, można nakładać bardzo dużo warstw na siebie, nie za twarde, nie za miękkie, najlepiej jak ołówek 2B lub 3B. Bardzo polubiłam kredki Derwent i Koh-I-Noor, które kupowałam lub otrzymywałam na przestrzeni ostatnich lat, ale nie spełniały dokładnie wszystkich tych warunków. Zaczęłam wierzyć, że moje wymagania są wygórowane i nie ma takich kredek, jakie sobie wymarzyłam. A potem w moje ręce trafiły kredki Faber-Castell Polychromos i moja ekscytacja sięgnęła zenitu :D
 
Kredka Polychromos zatemperowana do szpica
Zużycie rysika po pokolorowaniu okręgu
o średnicy mniej więcej 3cm.
Zacznijmy od miękkości. Wiele miękkich kredek [takie preferuję], z którymi miałam doświadczenie, nie dało się zastrugać do bardzo ostrego szpica, a idealne pokrycie kartki, bez widocznych białych porów, takiego szpica wymaga. Trzeba było więc trochę popracować nad zniwelowaniem porów, często temperując kredkę w celu utrzymania szpica - miękkie kredki bowiem szybciej się zużywają. Niektóre bardzo szybko, niektóre trochę wolniej. Kredki Polychromos można je przyrównać do ołówka 3B - są umiarkowanie miękkie, ale nie za miękkie ani za twarde. Są twardsze niż kredki KIN Polycolor/Mondeluz/Progresso czy Derwent Coloursoft/Drawing, ale miększe niż Derwent Artists [za wyjątkiem kolorów metalicznych, one przypominają miękkością Derwent Artists, ewentualnie ołówek B]. Da się je zastrugać do ostrej końcówki, która dokładnie wypełni pory kartki, nie pękając przy tym [Derwent Coloursoft, Derwent Drawing, Koh-I-Noor Mondeluz miały z tym problem]. Nie zużywają się szybko - powiedziałabym, że tempo jest umiarkowane [wolniejsze niż w przypadku miękkich kredek, które wymieniałam], do przyjęcia ;)

Poniżej przedstawiłam jak zachowują się kredki różnych firm na gładkim i na fakturowanym papierze. Każdy okręg kolorowałam dobrze zatemperowaną kredką i w czasie wypełniania nie "podstrugiwałam" kredki na nowo do szpica. Jak łatwo można zauważyć, kredka Polychromos najlepiej pokrywa papier i wypełnia jego pory, najsłabiej mięciutka Derwent Drawing.

Górny rząd: gładki papier z drukarki; dolny rząd: papier akwarelowy Canson Student

Dzięki swojej umiarkowanej miękkości połączonej z dużym napigmentowaniem wkładu, kredki pozostawiają intensywny kolor na gładkich, jak i fakturowanych kartkach [twardsze kredki mają tendencję "żywiej" rysować na szorstkich/fakturowanych papierach, bledziej na gładkich]. Seria Polychromos radzi sobie też na barwionych papierach, w tym na czarnym. Oto porównanie białych kredek, które posiadam/najczęściej używam. Jeśli chodzi o jasność bieli, ewidentnie przoduje Derwent Drawing, ale gorzej wypada, jeśli chodzi o krycie. Biała kredka Polychromos jest może mniej intensywna w porównaniu do Drawing, Polycolor czy Coloursoft, ale lepiej kryje i mocniej, niż Artists.



Tutaj trochę słabe przedstawienie kolorów z zestawu 12 kredek. Niestety nie odzwierciedla ono dobrze faktycznego poziomu intensywności Polychromosów na czarnym papierze, bo skaner postanowił poświrować, jak to zawsze, kiedy ma do czynienia z czarnym papierem. Kolory są zbyt jaskrawe. Postaram się zaraz albo w weekend zrobić lepszy skan albo zdjęcie, które odzwierciedlałoby rzeczywisty stan rzeczy.

Istotną cechą idealnych kredek zawsze była dla mnie możliwość nakładania na siebie wielu warstw różnych kolorów. O ile kredki KIN Polycolor nie miały z tym większego problemu [ale zostawiały trochę widocznych porów i trzeba było je wygładzać blenderem, a potem nakładanie kolejnych warstw było trudniejsze], to np. z Derwent Coloursoft trzeba było uważać. Jak wspominałam przy recenzji tych angielskich kredek, trzeba ich się "nauczyć". Wyczuć, w jakiej kolejności nałożyć kolory [częściej jasne na ciemne, nie odwrotnie]. Z kolei kredki Polychromos można nakładać, i nakładać, i nakładać, i nakładać na siebie :D To znacznie ułatwia mieszanie kolorów, szczególnie osobom posiadającym mały komplet.
Poniżej zrobiłam porównanie pomiędzy kredkami Derwent Coloursoft i Faber-Castell Polychromos. Obu seriom nie można odmówić intensywności kolorów, ani też możliwości nakładania kolorów na siebie przy mocniejszym nacisku. Jednak wiele odkrywa porównanie wykonane w dolnej części obrazka. Delikatne nakładanie koloru niebieskiego na żółty w przypadku stworzonych na bazie wosku Coloursoftów kończy się niepowodzeniem [i to właśnie zasługa wosku]. Kolor nie nakłada się równomiernie, wygląda brzydko. Lepszy efekt przynosi nałożenie jasnego koloru na ciemny. A jeśli chodzi o stworzone na bazie oleju Polychromosy - kolejność nałożenia warstwy nie ma prawie znaczenia, może poza intensywnością koloru [w przypadku położenia żółtego na niebieski, zielony odcień wychodzi intensywniejszy]; pokrycie jednej warstwy przez drugą jest takie samo.

Cyferki oznaczają kolejność nakładania kolorów. "Ż" = zółty, "N" = niebieski.
Przy nakładaniu warstw na siebie kredki na bazie wosku [jak D. Coloursoft czy Prismacolor] mają tę przewagę nad kredkami na bazie oleju, iż przy mocniejszym docisku kolory wymieszają się same i dobrze pokryją pory. Przy tych na bazie oleju potrzebny jest blender. Ewentualnie można też pozostawić takie nieprzemieszane kolory - według mnie wygląda to bardzo fajnie, kiedy tak się przenikają :)

Warto powiedzieć też kilka słów o blendowaniu, czyli mieszaniu/wygładzaniu kolorów za pomocą blendera i białej kredki. Oto, jak wypadł test:
 

Blendery są bezbarwne, ale mimo wszystko delikatnie wpływają na kolor zakolorowanego obszaru: staje się on jaśniejszy. Ładnie zblendowane zostało koło, na którym użyłam blendera Derwent. Blender Lyra, który kupiłam kiedyś z braku laku [czy raczej z braku blendera angielskiej marki], wciąż mnie rozczarowuje - niby zblendował zakredkowane koło, ale niedokładnie. Jeśli zaś chodzi o mieszanie i wygładzanie koloru białą kredką, lepiej od kredki Polychromos sprawiła się kredka Coloursoft. Jednolicie rozjaśniła i wygładziła koło.
Chociaż moje doświadczenie pomaga mi unikać błędów w cieniowaniu i kolorowaniu [które doświadczałam w przeszłości] i nie mam potrzeby wymazywania tego, co już narysowałam, to możliwość wymazania czegoś nic nie zaszkodzi, a może się przydać. Jednak wiadomo, że kredki w 100% się nie wymażą... W tym względzie i Polychromosy nie są wyjątkiem, ale ich "wymazywalność" jest mimo wszystko całkiem dobra:

Od lewej: próba wymazania kredki po mocnym kolorowaniu, po średnim i po bardzo delikatnym.


Faber-Castell gwarantuje również odporność kredek na wodę. Ponieważ usłyszałam kiedyś, że kredki na bazie oleju można spróbować rozmyć olejem lub rozpuszczalnikiem, postanowiłam zrobić test :> Narysowałam 3 półkola i potraktowałam je 3 wymienionymi cieczami. Rzeczywiście, zwykła woda praktycznie nie naruszyła zakolorowanego obszaru. Odrobinkę, tycią odrobinkę puścił kolor, ale to przez pocieranie. Olej spowodował większe zmiany na papierze, ale delikatne. Zakredkowany fragment generalnie wciąż wyglądał tak samo, ale lekko transparentna plama pojawiła się na czystej dotąd części papieru. Największy efekt, tak jak podejrzewałam, zapewniło użycie benzyny lakowej. Pigment rozniósł się po kartce, wraz z pociągnięciami mojego pędzla. Zwykła kredka przemieniła się w akwarelową, a raczej rozpuszczalnikową ;D Kiedyś spróbuję wykonać na próbę obrazek tymi kredkami, ale rozmytymi benzyną lub terpentyną i dam Wam znać, jak mi poszło [poza tym, że pewnie naćpam się smrodem rozpuszczalnika :P], a jakby poszło znośnie, napiszę tutorial :)


 
Kredki Polychromos posiadają coś, co się zowie SV Bonding. Za tym tajemniczym skrótem, którego rozwinięciem jest niemieckie słowo "Sekuralverfahren", ukrywa się dodatkowe wzmocnienie kredek. Rysik na całej długości pokryty jest cienką warstwą kleju, który łączy ów wkład z drewnianym trzonkiem. Dzięki temu wkład jest bardziej odporny na pęknięcia i złamania. Daje to także dodatkową ochronę w czasie strugania. Dlatego też ci, którzy się boją, że po upadku z wysokości [np. sturlaniu się z biurka] wkład wewnątrz pęknie, mogą być pewni, że nic takiego się nie stanie. Wiem, bo kilka z moich Polychromosów miało bliskie spotkanie trzeciego stopnia z podłogą, a pomimo to rysik w środku jest cały.
Choć Faber-Castell podaje informację, że Polychromosy mają 8mm średnicy, pasują one do przedłużaczy marmurkowego CretaColor i czarnego Derwent, które przeznaczone są do przyborów o średnicy 7mm. W srebrnym przedłużaczu Derwent trzymają się za lekko.


Cena: ok. 5-6zł za sztukę, 500-750zł za zestaw 120 kredek w metalowej kasecie.


Dostępność:
  • na sztuki [chociaż ciężko je dostać, w Krakowie są w Szale dla Plastyków]
  • w kompletach: 12, 24, 60, 120 w metalowych etui
  • w kartonowym opakowaniu: 36
  • w drewnianej kasecie: 120
  • w zestawie "Mix Media set".



MOJE PRACE WYKONANE KREDKAMI FABER-CASTELL POLYCHROMOS

http://www.ilojleen.bulwaria.info/photo/522/Oko
Moje oko. Wykonane kredkami Polychromos z zestawu 36 kolorów + białą kredką D Coloursoft, ołówkiem Mars Steadtler Lumograph 8B, białym markerem akrylowym Derwent Graphik.


Portret Marcysibush, wykonany kredkami Polychromos z zestawu 36 kolorów + biała kredka D Coloursoft, ołówek Mars Steadtler Lumograph 8B, biała ekolina Talens, biały marker akrylowy Derwent Graphik.

Autoportret. Wykonany kredkami Polychromos z zestawu 36 kolorów + kredkami Derwent Coloursoft [biała i 2 brązowe], ołówek Steadtler Mars Lumograph 8B, biała ekolina Talens, biały żelopis.
Nieukończony [na razie!] fanart Wiedźmina przedstawiający Yennefer. Kredki Polychromos z zestawu 120 kolorów + biały marker akrylowy Derwent Graphik.

Mały portret Czkawki z "Jak wytresować smoka".
Kilka kredek Polychromos + biały żelopis Sakura Gelly Roll.

Podsumujmy tę długaśną recenzję ^^

 Zalety

  • bardzo duża gama barw
  • ładne, żywe kolory, w tym fajne kolory cieliste
  • możliwość nakładania wielu warstw
  • umiarkowana miękkość, która pozwala zastrugać je do szpica, co daje precyzyjność detali i dokładne wypełnienie porów kartki
  • dobrze rysują na gładkich i fakturowanych papierach
  • SV bonding, czyli wewnętrzne wzmocnienie kredek, które zapobiega ich łamliwości
  • możliwość wymazania delikatnego cieniowania

Wady

  • kolory metaliczne mało intensywne
  • niektóre kolory są do siebie dosyć zbliżone
  • brak koloru cielistego w kompletach 12, 24, 36 i 60 kredek
  • poważna wada: wysoka cena ^^'
  • ciężko dostać je na sztuki 


Kredki Faber-Castell Polychromos najchętniej poleciłabym wszystkim. Początkującym, i doświadczonym rysowników, ponieważ ich szereg zalet daje ogromną przyjemność z rysowania. Jednak zaporowa cena Polychromosów sprawia, że odradzam je początkującym rysownikom o niewielkich funduszach [mnie samą trochę przetrzepało po kieszeni i zmusiło do wyrzeczeń :x]. Jeśli ktoś zaś ma nieograniczoną kwotę do wydania na kredki, szczerze zachęcam go do kupna tej serii. Idealnym zestawem jest ten największy, zawierający 120 kredek, ale to wydatek rzędu nawet 700zł [jeszcze na początku roku cena za taki komplet wynosiła 550-600zł, niestety z początkiem roku ceny przyborów często idą w górę]... ;___; Ponieważ Polychromosy świetnie się na siebie nakładają, tworząc nowe odcienie, optymalnym rozwiązaniem jest zestaw 36 kredek + dokupione dodatkowo kolory cieliste [Light Flesh, Medium Flesh i Cinnamon] i inne, które będziemy potrzebowali ze względu na nasze indywidualne potrzeby. Takim właśnie kompletem 36 kredek wykonałam moje oko, mój autoportret, portret Marcysibush oraz Czkawki, a efekty są jak najbardziej satysfakcjonujące. 


Ogólna ocena: 9/10. Uprzedzając pytanie - tak, pokochałam je bardziej niż kredki Derwent Coloursoft lub Koh-I-Noor Polycolor :D


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...